poniedziałek, 27 czerwca 2011

Talpa de Allende, Sierra Madre






Wreszcie trochę luzu po rajdzie przez serce Ameryki Środkowej. Wypoczywamy u naszej przyjaciółki Basi i jej męża Kirbiego. Piękna hacjenda otoczona górami. Dziś albo jutro ubijemy jakiegoś kozła z meksykańskimi ranczerami i upieczemy Od czwartku zaś jesteśmy w Puerto Vallarta - po Morzu Karaibskim teraz dla odmiany czas na Pacyfik. Byliśmy zresztą tam już jeden dzień, bo to 80 km od obecnej miejscówki w górach. Tylko się jedzie 3 godziny, bo głazy z urwisk spadają na drogę. Ale od czwartku zostajemy tym razem na parę dni nad oceanem. Basia ma tam jakiś bungalow czy coś ;) Adios Amigos!




Brak komentarzy: